Pokonując bariery, nie tylko te podwodne

Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się czym dla mnie jest jedno z moich hobby
Pokonując bariery, nie tylko te podwodne,
czyli…
…..nurkowanie na rafie: w głąb siebie, w głąb marzeń!

Strach

Czy boję się wody? Muszę. Zwyczajnie muszę czuć przed nią respekt z powodu własnych ograniczeń. Instruktorka żeglarstwa i motorowodniactwa, która boi się wody? Może właśnie dlatego jestem w stanie przekonać do pływania KAŻDEGO. Bo zwyczajnie wiem, jak pokonać barierę własnego lęku – aby ten lęk nie miał władzy, nie był paraliżującym strachem, tylko zwykłą przeszkodą, którą można sforsować przy odrobinie samozaparcia. Wiem, ile radości może sprawić obcowanie z wodą – żywiołem, który przecież potrafi być niebezpieczny. Szczególnie dla osób niepełnosprawnych. Ta radość jest tym większa, im więcej kosztuje wysiłku. Dlatego też nie trzeba było specjalnie namawiać mnie na nurkowanie. Pomimo iż MUSZĘ czuć respekt, bo po prostu pływam słabo i nie dam rady pływać lepiej. Hasło RAFA miało wystarczający ciężar gatunkowy, by przeważyć szalę. Lęk? Był tylko dodatkową motywacją.

Raj, czy… piekło?

Najbliższa PRAWDZIWA rafa koralowa znajduje się w Egipcie, w Morzu Czerwonym. Jak ktoś ma potężne możliwości, to oczywiście może pokonać tysiące kilometrów, by zaszaleć na Karaibach lub jeszcze dalej – na Pacyfiku. Dla Polaka jednak (i w zasadzie dla każdego Europejczyka) już to, co ma do zaoferowania Morze Czerwone, będzie istnym rajem. Pod wodą rzecz jasna. Na powierzchni bowiem króluje kult pieniądza, który z najpiękniejszego raju jest w stanie uczynić niezłe piekiełko. Tłumy turystów, zgiełk, powszechne naciągactwo… No cóż – prawa rynku. Poza tym panuje niemiłosierny upał, który wręcz wymusza, by schronić się w orzeźwiających, morskich głębinach. Albo przynajmniej wylać na głowę wiadro wody. Wybieram to pierwsze.

Kolory

Są osoby, które potrafią godzinami wpatrywać się w akwarium. Najpiękniejsze akwaria, to te morskie, gdzie można nawet urządzić namiastkę rafy koralowej. Są niesamowicie barwne, a ich obserwowanie działa niezwykle odprężająco. Czym innym jednak jest oglądanie akwarium (nawet najpiękniejszego), a czym innym jest… znalezienie się w jego środku!
Moja pierwsza wizyta na rafie nie była oczywiście moim pierwszym nurkowaniem. Miałam za sobą podstawy, a więc i odrobinę doświadczenia. Naturalnie mogę nurkować jedynie w towarzystwie doświadczonych instruktorów, ale to akurat jest plusem, który pomaga mi w pokonywaniu swoich barier. Nic jednak nie zmienia faktu, że zejścia do rafy nie da się porównać z żadnym innym nurkowaniem. Za pierwszym razem mój mózg chyba nie nadążał rozpoznawać kształtów – wszędzie pływały KOLORY! Kolory podpływały do mnie i umykały przede mną. Kołysały się wokół i pulsowały. Iskrzyły się w promieniach słońca, które bez najmniejszych problemów tutaj docierały i tańczyły wśród tego podmorskiego rajskiego ogrodu. Kolory i światło tworzą wokół rafy niesamowity spektakl, który nigdy się nie kończy. Już po tej pierwszej przygodzie z rafą stwierdziłam, że prawdziwe kolory istnieją wyłącznie pod wodą. To, co na powierzchni – to tylko ich słabe imitacje.

Fascynacja, wyzwanie i zwycięstwo

Mam za sobą kilka… -naście… -dziesiąt nurkowań na rafie. Liczby, które są za mną, są dla mnie nieważne. Ważne jest tylko to, co mogę jeszcze osiągnąć. Bo chcę. Rafa NIGDY nie pozostanie dla mnie wspomnieniem. ZAWSZE będzie wyzwaniem i motywacją do czegoś nowego. Być może powinnam wspomnieć, cóż takiego ciekawego można spotkać na rafie? Ukwiały? Błazenki? Mureny? Skrzydlice? Delfiny? Rekiny? Skalne groty? Wraki statków? Tak naprawdę wymieniać można jeszcze bardzo długo. To i tak nie odda w pełni tego fenomenu. Rafa bowiem wyprzedziła moje oczekiwania i przerosła moją wyobraźnię. Stała się dla mnie równoległym światem, który można eksplorować w nieskończoność i który zawsze zaskoczy jakąś niespodzianką. Jest fascynacją i wyzwaniem. Zwycięstwem był dla mnie już ten pierwszy raz. I zwycięstwem jest każdy kolejny.